Wejście na Damavand

Wejście na Damavand – najwyższy szczyt Iranu

Wejście na Damavand było głównym celem mojego pierwszego wyjazdu do Iranu To, co dla Irańczyków jest często weekendowym wypadem, dla nas miało być wejściem życia – w końcu nie codziennie zdobywa się szczyt o wysokości ponad 5,5 tys. metrów.

Czy da się samemu wejść na Damavand?

Tak, jak najbardziej. Jeśli ktoś chodził trochę po górach i potrafi się spakować na kilkudniowy wyjazd górski z namiotami i gotowaniem jedzenia we własnym zakresie, i jest w stanie ponieść jedzenia na 4-5 dni, to jakakolwiek pomoc w organizacji wyjazdu jest zbędna. Samo wejście na szczyt po aklimatyzacji jest pozbawione technicznych trudności.

Dojazd z Teheranu do Polour

Najpierw jednak należy dojechać z Teheranu do Polour, bo to jest baza wypadowa na szczyt. Aby to zrobić, należy w stolicy Iranu udać się na wschodni dworzec autobusowy (Terminal Shargh). My na pobliskiej stacji zatankowaliśmy jeszcze benzynę do naszych butelek. Do teraz nie wiem, czy machniecie ręką na chęć zapłacenia przez nas za litr benzyny to był taroof, czy faktyczne zirytowanie. Faktem jednak jest, że nie zapłaciliśmy. Autobusy do Polour jeżdżą dość rzadko, tak więc trochę czekaliśmy, ale w końcu się doczekaliśmy. Po przyjeździe do Polour czekał nas taki oto widok:

Iran - Damavand - widok z Polour
widok na Damavand z Polour

Zastanawiamy się co dalej. Na Damavand prowadzą dwie drogi: od północnego wschodu i od południa. Ta południowa przebiega obok siedziby Iranskiej Federacji Gorskiej, gdzie należy uiścić opłatę za wejście na szczyt. Jest ona dość wysoka, więc chcielibyśmy jej uniknąć. Jednak wszystkie taksówki, jakie zatrzymujemy chcą najpierw jechać do siedziby Towarzystwa, abyśmy mogli zapłacić. W końcu daliśmy się tam zawieźć. Opłata wynosi ok 50 USD od osoby, udaje się nam (a konkretnie dziewczynom) jednak utargować zniżkę. Zostawiamy tam trochę “miejskich” rzeczy, a Michał pożycza jeszcze karimatę, bo jego zaginęła na lotnisku i samochodem podjeżdżamy w górę na nocleg do obozu drugiego, na 3040 m npm..

Podejście na Damavand

Wejście na Damavand rozkładamy sobie na kilka dni. W pierwszej bazie pod Damavand, (nominalnie jest to Camp Base 2, ale Camp Base 1 pominęliśmy) na wysokości 3040 m npm, znajduje się meczet oraz półotwarte namioty. Jest tu jeszcze dość ciepło, więc możnaby z nich za drobną opłatą skorzystać. My jednak mamy własne. Kupujemy tylko bezalkoholowe piwo, trochę rozmawiamy o tym, co nas w najbliższych dniach czeka i idziemy spać.

Iran - Wejście na Damavand - Widok na Camp Base 2
Damavand – Widok na Camp Base 2

Wokół naszego obozu kręci się trochę zwierzą wiec warto pochować jedzenie i ekwipunek. Na szczęście nic nie ruszają. Stąd już niestety trzeba iść o własnych siłach. Podchodzi się coraz ciężej, nie tylko z uwagi na narastające zmęczenie. Niższy poziom tlenu powoli daje się nam we znaki. Droga w górę, do Camp Base 3 (4220 m npm) zajmuje nam ok 4 godzin.

Iran - Wejście na Damavand - Widok na Camp Base 3
Damavand – Widok na Camp Base 3

Rozbijamy się poniżej schroniska i tego dnia nic już nie robimy. To już jest niestety wysokość, na której zaczynamy mieć niepokojące objawy. Asi dokucza brak tlenu i ciśnienie, schodzimy zatem we dwójkę trochę niżej, żeby łagodniej znieść pierwsze godziny na tej wysokości.

Aklimatyzacja

Następnego dnia ruszamy w górę na aklimatyzację. Idzie się ciężko, miejscami nawet bardzo ciężko. Dość powiedzieć, że samo przejście około 15 metrów przewyższenia i 100 metrów odległości w drodze po wodę zajęło mi ok. 20 minut. Źle to wróży przed próbą wejścia na szczyt. Po 4 godzinach zatrzymujemy się i siadamy, żeby pobyć jak najdłużej na wysokości, aby organizmy się przystosowały do tych niekorzystnych warunków. Po godzinie siedzenia i odpoczynku wracamy z Asią i Michałem do obozu, Sławek i Marta wracają po kilku godzinach. Okazało się, że w ramach aklimatyzacji udało im się wejść na sam szczyt. Dzięki temu możemy od Marty pożyczyć kijki.

Wejście na szczyt Damavand

Budzimy się z samego rana, szybkie pakowanie i wychodzimy w trójkę: Michał, Asia i ja. Ania nie ma ochoty na zdobywanie szczytu, a Sławek z Martą nie mają potrzeby wchodzenia po raz drugi. Tym razem idzie nam nieźle. Poznajemy, co znaczy aklimatyzacja: drogę, która poprzedniego ranka zajęła nam 3 godziny, pokonujemy w pół. Czujemy się dobrze. Droga w górę jest prosta i nie sposób się zgubić, czasem tylko trzeba podjąć decyzję, z której strony minąć jakąś kupę kamieni. Zero wspinaczki, po prostu mozolne pięcie się w górę. Schody zaczynają się przy śnieżnym płacie pod szczytem.

Iran - Wejście na Damavand - podejście
Damavand – podejście na szczyt

Tu już idzie już nam się trudno, tlenu w powietrzu jest coraz mniej, stawiamy coraz krótsze kroki, a każdy krok sprawia nam trudność, bo dodatkowo trzeba pokonywać śnieg. Michał też opada z sił, i po 15 minutach widzimy go dokładnie w tym samym miejscu. Mijamy schodzących Irańczyków, dodają nam otuchy. Idziemy w górę, mija nas w końcu schodzący już w dół Michał. Był na szczycie, śmierdzi tam niesamowicie, ale już niedaleko. Nam też w końcu udało się tam wejść. 5610 m.n.p.m. Nieźle jak na kogoś z lękiem wysokości.

Iran - Szczyt Damavand
Szczyt Damavand

Szybkie zdjęcie i spadamy w dół, bo faktycznie siarkowe wyziewy mocno utrudniają oddychanie. Na dole Sławek, Marta i Ania czekają z obiadem. Super.

Iran - Damavand - zejście do Polour
Damavand – zejście

Jemy obiad, po czym schodzimy do obozu I. Tu czekamy na jakiś samochód, który zwiózłby nas na dół. Czekamy ok. pół godziny, w końcu ktoś przyjechał i zabrał nas w dół. W siedzibie Federacji odbieramy nasze rzeczy i wracamy do Polour. Po drodze zatrzymuje się samochód, otwiera się okno i miła pani częstuje nas czekoladkami. Dopiero po chwili orientujemy się, że kiedy my jemy czekoladki, ktoś z drugiego auta nas filmuje. Przed wyjazdem do Iranu usłyszałem, że jako turysta będę się tam czuł jak Murzyni w Polsce w latach 80. Faktycznie, coś w tym jest. Docieramy w końcu do Polour. Wejście na Damavand i zejście do Polour zajęło nam 4 dni.

Przejazd z Polour do Teheranu

W Polour próbujemy złapać jakiś autobus do Teheranu, żeby potem pojechać do Esfahan. Trwa to długo. Bardzo długo. Podchodzi do nas dwóch młodych chłopaków i oferuje zawiezienie do Teheranu taksówką. Jednak cena, którą proponują jest dla nas zbyt wysoka. Czekamy dalej, aż zgłodnieliśmy na tyle, by w pobliskim barze zjeść obiad.

Iran - obiad w Polour
Obiad w Polour po zejściu z Damavand

Po obiedzie pytamy w barze o autobus do Teheranu, jednak nikt nic nie wie. Proponują ich zaufane taksówki. Po krótkim namyśle decydujemy się skorzystać z oferty. Dzwonią po taksówki i za parę minut pod barem pojawia się…tych samych dwóch chłopaków, którzy wcześniej oferowali nam przejazd. Czyli jedziemy jednak za ich stawkę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *