Tabriz i okolice

Kandovan

Następnego dnia rano jedziemy do Tabriz. Musimy pożyczyć pieniądze od Hosseina, bo kwota którą wymieniliśmy na granicy okazała się zbyt mała.W Tabriz idziemy na bazar, gdzie w części jubilerskiej wymieniamy więcej pieniędzy, powinno nam na jakiś czas wystarczyć. Potem decydujemy się pojechać autobusem do Kandovan, O Kandovan – irańskiej Kapadocji – już pisałem opisując wyjazd z 2010 roku, więc tutaj specjalnie rozpisywać się nie będę. Spędziliśmy tam nieco ponad dwie godziny, a w drodze powrotnej w Osku udaje się nam kupić kartę SIM do telefonu. Było to dość czasochłonne oraz pełne formalności, włącznie z przekazaniem sprzedawcy odcisku mojego palca. Wracamy do Tabriz.

Tabriz

W Tabriz chcemy wejść do Błękitnego Meczetu, ale okazało się, ze od mojego ostatniego pobytu wprowadzono inne ceny dla Irańczyków, a inne dla turystów. Za wstęp musimy zapłacić równowartość ok 20 zł, co jest dość wysoką ceną. Dla porównania Irańczycy płacili ok 2zł. Wchodzi zatem tylko Aga, a ja robię zdjęcia z zewnątrz.

Tabriz - Błękitny meczet
Tabriz – Błękitny meczet

Wprowadzenie cen dualnych jest dla nas sporym problemem – nie przewidzieliśmy tego w naszym budżecie, a w Iranie nie można tak po prostu wybrać pieniędzy z bankomatu – ile pieniędzy sobie przywiozłeś, tyle masz na swój pobyt.

Tradycyjnie już podchodzą do nas Irańczycy by pogadać, spytać skąd jesteśmy, zrobić sobie z nami zdjęcie. Często już drugim pytaniem jest pytanie co sądzę o ich rządzie. Akurat jestem dość obeznany w temacie, ale wiem że jest on w tym kraju śliski, więc wypowiadam się neutralnie.

Idziemy sobie potem na bazar. Tu też jesteśmy zagadywani. I tu już zwracamy uwagę, że jak zagaduje nas mężczyzna, to Aga dla niego praktycznie nie istnieje. Jak zagaduje nas kobieta, to zwraca uwagę tylko na Agę. Na bazarze kupujemy truskawki. Jesteśmy zaskoczeni że tu występują, w smaku są identyczne jak w Polsce.

Wycieczka w góry

Wracamy do Sahand. W zasadzie chcieliśmy już jechać dalej, ale Nafiseh mówi że następnego dnia jadą na wycieczkę że znajomymi i ze moglibyśmy wraz z Jordim jechać z nimi. Jest to dla nas dobra okazja by poznać Irańczyków. Pierwotnie wycieczka ma być do Babak Castle. Już tam byłem i było całkiem fajnie, więc decydujemy się jechać. Jakiś czas później okazuje się jednak, że plany się zmieniły i jedziemy w góry. Tu mamy wątpliwości, bo nie mamy butów na górskie wyjście, w zasadzie wzięliśmy tylko sandały. Nafiseh jednak mówi że trasa nie będzie ciężka. Jedziemy z nimi.

Z rana podjeżdża po nas busik. Znajomi okazują się być couchsurferami, są więc mniej konserwatywni niż średnia społeczności.Chyba nawet do niektórych pisaliśmy z prośbą o nocleg i odpisali że nie będzie ich w mieście. Jedziemy busikiem na południe, wysiadamy i idziemy. Wycieczka w góry okazuje się być piknikiem w górskim otoczeniu. Z busika idziemy może że 2 kilometry w dolinę i rozkładamy koce. Koniec trasy.w wyciągamy jedzenie, napoje i dzień schodzi nam na rozmowach i zabawach.

Tabriz - wycieczka w góry
Tabriz – wycieczka w góry

Pomimo dość jednolitej poglądowo grupy, dziewczyny zostają w chustach. Albo poziom znajomości jeszcze nie ten, albo obawa że ktoś obcy nagle się pojawi. Część z nich wypowiada się jednak bardzo odważnie o duchowym przywódcy, co nas nieco dziwi biorąc pod uwagę jak liczna jest grupa i że nie wszyscy znali się wcześniej. W drugiej części dnia decydujemy się podejść nieco wyżej aby porobić zdjęcia, jednak zajmuje to niewiele więcej niż godzinę.

Tabriz - góry
Tabriz – góry

Późnym popołudniem wracamy do domu. Korek jest ogromny i mamy obawy czy zdążymy na wieczorny autobus. Wszystko się jednak udaję. Żegnamy się z Nafiseh i Hosseinem. Nafiseh mówi na pożegnanie mi, że jest pewna że wrócę do Iranu. Chciałbym bardzo. Póki co ruszamy do Kazwin.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *