Playa Larga i Zatoka Świń

Wypożyczamy auto

Po zjedzeniu śniadania, tym razem składającego się z samodzielnie przygotowanych bułek, dopchanych potem kupioną pizzą, jedziemy odebrać samochód, by pojechać w kierunku Playa Larga, gdzie zaczyna się Zatoka Świń. Po różnych perturbacjach autobusowo-taksówkowych, udaje nam się dotrzeć na czas. I ku naszemu zdziwieniu okazuje się, że samochodu dla nas nie ma. Pan mówi, że możemy spróbować później, a najlepiej żebyśmy zostawili numer, to do nas zadzwonią. Niestety nie jest w stanie podać przybliżonej definicji słowa “później”, a my nie mamy kubańskiego numeru, zdecydujemy się wiec czekać.

Po ok 1,5h mówią, że możemy się ładować do stojącego przed biurem Geely, ale najpierw pojedziemy gdzieś z kierowcą. Myśleliśmy, że jedziemy na stację benzynową zatankować paliwo (jedyna dostępna opcja wypożyczenia to wzięcie auta z pełnym bakiem, oddanie z pustym), ale po paru kilometrach i minięciu kilku stacji pytamy, dokąd właściwie jedziemy. Okazało się że do Atlantic, do biura, żeby podpisać kontrakt. Czemu akurat tam? Tu odpowiedź była tak pokrętna, że nawet nie do końca byliśmy w stanie zrozumieć jej logiki. Generalnie chodziło o to, żeby wziąć auto z Atlantic i stamtąd jechać do Varadero. Czemu do Varadero? Bo szef mu powiedział, że tam jedziemy. Obłęd.

Auto na Kubie - samochód Geely
Auto na Kubie – Geely

Pojechaliśmy, miejscowy pan w biurze wypisuje kontrakt, a my czekamy aż inny zatankuje auto. Ponownie pytamy, czemu nie mogliśmy tego załatwić w Hawanie. Okazało się, że tam nie było dostępnego auta. Na uwagę, że przecież przyjechaliśmy z Hawany autem, które właśnie wypożyczamy, ponownie usłyszeliśmy, że w Hawanie auta dla nas nie było. Wychodzi na to, że po prostu ktoś musiał sobie podjechać naszym kosztem do Atlantic.

Sprawdzamy auto. Wgnieceń ma tyle, że spisanie ich zajmuje sporo czasu. potem sprawdzamy wycieraczki i światła. I tu kolejny zonk – nie działa jedno długie światło. Pan po raz kolejny jedzie gdzieś autem, a my czekamy kolejne pół godziny. W końcu wraca, podpisujemy kontrakt i ruszamy w drogę.

Na kubańskiej autostradzie

Najpierw wracamy w kierunku Hawany, by wjechać na autostradę. Na samej autostradzie kolejne zdumienia, kiedy mijamy konne dorożki i rowerzystów, czasem jadących pod prąd. Czasem jakaś dorożka przejedzie zupełnie w poprzek, a przy każdym węźle stoją grupy ludzi próbujących złapać stopa. Po godzinie podróży zatrzymujemy się w barze, wzorem innych po prostu stając na poboczu. Bary przy autostradzie to chyba optymalne miejsce, żeby zjeść. Dość pospolite, by nie zapłacić tu majątku, a jednocześnie na tyle “bogate”, by można tu było zjeść coś więcej niż pizza czy spagetti. Zaraz obok z kolei znajduje się bar, gdzie za dwa peso kubańskie można się napić zimnego koktailu.

Jedziemy dalej autostradą i po pewnym czasie odbijamy na południe. Zatoka Świń, a konkretnie leżąca na jej końcu Playa Larga, jest jeszcze daleko. Po drodze przejeżdżamy przez Australię. To stąd Fidel Castro kierował obroną podczas inwazji w Zatoce Świń. Zatrzymujemy się na chwilę, by zrobić sobie zdjęcie z tablicą drogową. W końcu zdjęcie z Australii to nie byle co, nawet jeśli byłoby tylko z Kuby.

Miasto Australia w zachodniej Kubie
Miasto Australia w zachodniej Kubie

Playa Larga i Playa Giron, czyli Zatoka Świń

Do Playa Larga dojeżdżamy na pół godziny przed zachodem słońca. Kąpiemy się w czystej, przezroczystej wodzie, a potem jeszcze przez chwilę podziwiamy zachód słońca. Decydujemy się jechać jeszcze nieco dalej – do Playa Giron. Po drodze zabieramy na stopa stojąca przy drodze dziewczynę. Droga wiedzie przy plaży, co powoduje że na drodze jest sporo krabów. Staramy się żadnego nie przejechać, po części żeby nie pozbawić go życia, ale także aby nie uszkodzić opon.

Po drodze nasza autostopowiczka dzwoni do znajomych w Playa Giron, by pomóc nam znaleźć nocleg. Jej rodzina/znajomi nie mogą nas przenocować, ale łańcuszek znajomości doprowadza nas do casa particular za 25CUC za 4 osoby. Warunki są w porządku, cena również, zostajemy zatem. Szybkie przepakowanie i idziemy wypić zasłużone mojito. W przeciwieństwie do tego, które piliśmy w Guardalavaca, to jest profesionalnie przyrządzone, smakuje również pysznie.

Drinki w w barze w Playa Giron na Kubie
Drinki w Playa Giron na Kubie

Pijemy jeszcze po jednym drinku i jemy koktail z krewetkami i langustą. Potem, idziemy z ciekawości na plażę. Idzie się tam przez na wpół ogrodzone osiedle domków letniskowych. Muzyka gra na pełen regulator, ale sama plaża jest pusta. Widać ludzie bawią się w którymś z domków lub przewidzianej do tego celu sali.

Wracamy do naszej casa i idziemy spać. Jeszcze w nocy budzi nas jakaś przetaczająca się przed naszymi oknami impreza, ale poza tym śpi nam się dobrze.

Rano śniadanie jemy w casa, po czym zbieramy się i jedziemy do muzeum inwazji w Zatoce Świń. Muzeum ma sporo zdjęć i innych dokumentów. Wszystko jest po hiszpańsku, tłumaczymy zatem Joli i Ani najważniejsze rzeczy. Przedstawiona jest w zasadzie sama inwazja, bez tła historycznego, zatem jest to tylko skromny wycinek rewolucyjnej walki. Na zewnątrz muzeum jest kilka pojazdów upamiętniających zdarzenia które miały tu miejsce.

Playa Giron - muzeum inwazji w Zatoce ŚwińPlaya Giron - muzeum inwazji - Zatoka Świń
                    Playa Giron – muzeum inwazji w Zatoce Świń

Nieopodal muzeum jest kantor, oraz niewielki ryneczek na którym kupić można pamiątki. Są dość tanie, dziewczyny zaopatrują się zatem w różne deseczki o opakowania do cygar.

Cueva de los Peces

Zbieramy się i jedziemy do Cueva de los Peces. To znajdująca się ok 10km w stronę Playa Larga jaskinia, a właściwie niewielkie jeziorko w skale. Spodziewamy się tam, zgodnie z jej nazwą, ryb które moglibyśmy podglądać z naszą maską. Dojeżdżamy na parking, gdzie od razu przechwytuje nas parkingowy. Postój kosztuje 1 CUC, więc znośnie. Po jednej stronie mamy jaskinię, po drugiej Zatokę, a po środku parking ze sklepikami i wypożyczalnią sprzętu.

Playa Giron - Cueva de los Peces
Playa Giron – Cueva de los Peces

Najpierw idziemy nad jaskinię. Jeziorko jest niewielkie, a wokół kłębi się sporo osób. Nie na tyle jednak, by nie dało się swobodnie pływać. Musimy dzielić jedną maskę, więc nie mamy zbyt wiele czasu na zabawę. Ale nawet bez maski miejsce jest świetne – ryby widać, a woda jest ciepła. Bawimy się trochę kamerką, po czym przenosimy się na druga stronę – czeka wszak na nas Zatoka Świń.

Tu woda jest cudowna. Czysta, ciepła i od razu robi się głęboko. Odpływam daleko na głęboką wodę, ale wogóle nie czuję się nieswojo, mimo ze pode mną mam parę metrów wody i rafę. W masce świetnie widać, choć niestety rybek nie ma zbyt wiele. Zabawa jest jednak przednia, zaraziliśmy się snorkelingiem. Zatoka Świń jest polecana jako świetne miejsce by zacząć przygodę z nurkowaniem i teraz wiemy dlaczego. Po wyjściu pijemy jeszcze sok z kokosa, na który Adze udało się wynegocjować zniżkę. Ja muszę zadowolić się wersją bez rumu, bo czeka nas jeszcze dzisiaj droga do Cienfuegos, a potem dalej, do Trynidadu.

Kuba-Zatoka-Świń
Kuba – Zatoka Świń