Morze Martwe

Madaba

Po dojeździe do Madaby od razu szukamy noclegu. Udaje się nam znaleźć dość tani hotel, a dodatkowo jeszcze wynegocjować nocleg na niewykończonym poddaszu zamiast pokoju. Lokujemy się i idziemy na miasto. Idziemy potem do Kościoła Św Jana Chrzciciela – niestety tylko z zewnątrz, a potem do położonego w pobliżu meczetu. Podchodzi do nas kleryk, który jak się okazało studiował w Moskwie i pamięta jeszcze trochę rosyjski. Michał, który z naszej trójki jako jedyny uczył się rosyjskiego, podejmuje krótką rozmowę. Potem jeszcze herbata w kawiarni i idziemy spać. Z rana okazuje się, że nie doceniliśmy bliskości meczetu. Budzi nas bardzo, bardzo głośne nawoływanie do modlitwy. Generalnie chcemy się zebrać dość szybko, ale chyba jednak nie aż tak. Jemy śniadanie i jedziemy nad Morze Martwe.

Wnętrze meczetu w Madabie
Wnętrze meczetu w Madabie

Morze Martwe

Nad Morze Martwe prowadzi z Madaby krótka, acz bardzo kręta droga przez góry. Nad samym morzem są płatne plaże, gdzie dostępna jest infrastruktura w postaci pryszniców i leżaków, oraz odcinki bezpłatne. My kierujemy się ku odcinkowi bezpłatnemu. Plaża jest kamienista i dość zanieczyszczona. Woda już na pierwszy rzut oka wygląda inaczej, niż przyzwyczaił nas Bałtyk – unosi się na niej gruba warstwa soli.

Plywanie w Morzu Martwym
Plywanie w Morzu Martwym

Jeszcze grubsza warstwa znajduje się na przybrzeżnych kamieniach. Po kolei idziemy się wykąpać, o ile można to nazwać kąpielą. Tyłek podchodzi do góry, próby pływania wyglądają dość nieporadnie. Ale uczucie niesamowite, jak jest okazja zdecydowanie polecam spróbować. Po kąpieli nacieramy się prozdrowotnym – podobno – błotem. W sklepach można je kupić w horrendalnie wysokich cenach, a my tu mamy świeżutkie, prosto z dna.

Błoto z Morza Martwego
Błoto z Morza Martwego

Po zebraniu nowych doświadczeń, idziemy pod pobliski wodospad aby się opłukać z błota i soli. Spodziewałem się wody o temperaturze do której przyzwyczaiły mnie beskidzkie źródła, ale okazało się że woda w wodospadzie jest bardzo ciepła.

W drodze powrotnej zaglądamy do muzeum Morza Martwego. Oprócz samego muzeum jest tam punkt widokowy na Morze Martwe. Mimo świetnej pogody, widoczność jest słaba. Nie wiem, czy wynika to ze specyfiki wody i tak jest zawsze, czy po prostu tak trafiliśmy, w każdym razie nad morzem unosi się solidna mgiełka.

Widok na Morze Martwe
Widok na Morze Martwe

Przy muzeum jest również sklepik, gdzie można nabyć specyfiki na bazie błota, którym się smarowaliśmy godzinę wcześniej. Oczywiście za odpowiednio wysoką cenę.

Wracając do Madaby zahaczamy jeszcze o górę Nebo, z której Mojżesz miał zobaczyć Ziemię Obiecaną. Jest tu niewielkie sanktuarium oraz muzeum archeologiczne.

Góra Nebo
Góra Nebo

I to już koniec wrażeń na dziś. Następnego dnia czeka na nas Dolina Dana.

One Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *