Kuba – Playa Larga – Playa Giron

Dzień 4 Hawana-Playa Larga-Playa Giron

Po przygodach z wypożyczeniem auta wreszcie ruszamy w drogę. Już wiemy, że nie będziemy musieli zmodyfikować plan, bo nie uda się wszystkiego zobaczyć. Póki co kierujemy się do Playa Larga i Playa Giron. Jedziemy główną drogą nr 1 i trzeba przyznać, że asfalt jest w dobrym stanie. Jest to trzy pasmowa autostrada łącząca wschód kraju z zachodem, ale zasady ruchu są trochę inne niż u nas. Na przykład żeby zawrócić wystarczy z lewego pasa zrobić szybki nawrót przez pas zieleni i już jedziemy w przeciwną stronę. Można też wyjechać z pola, przeciąć bryczką 6 pasów i pojechać dalej. O bezkolizyjnych skrzyżowaniach można zapomnieć.

Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w restauracji, gdzie jemy najlepszy obiad na Kubie. Mi trafiają się grillowane plastry wieprzowiny z ryżem i warzywami. Naprawdę pycha! Sądząc po ilości konsumentów, przydrożne knajpy to idealne miejsce na obiad.

Kolejny przystanek to miasteczko Australia z cukrownią z której Fidel kierował obroną w trakcie inwazji w Zatoce Świń.

miejscowość australia kuba inwazja w zatoce świń
Miejscowość Australia.

W Playa Larga jesteśmy chwilę przed zachodem słońca. Wykorzystujemy ostatnie chwile dnia na kąpiel. Woda jest cudownie ciepła, a plaża pusta.

playa larga kuba pusta plaża
Playa Larga.

Próbujemy pierwszy raz pływać z maską i rurką. Ryb co prawda nie widzę (chyba poszły już spać ;), ale doświadczenie jest ciekawe. Ani udaje się zobaczyć płaszczkę. My nie mamy tyle szczęścia, ale będziemy jeszcze próbować na innych plażach.

playa larga zachód słońca kuba
Zachód słońca w Playa Larga.

Playa Giron

Po kąpieli jedziemy do Playa Giron. Na drodze czeka nas niespodzianka w postaci krabów migrujących z lasu na plażę. Uważamy żeby żadnego nie przejechać. Spotkanie z takim krabem może się skończyć przebitą oponą, a my nie chcemy po nocy szukać wulkanizacji.

Po drodze zabieramy autostopowiczkę, która pomaga nam znaleźć nocleg w Playa Giron u swoich znajomych. Trafiamy do emerytowanego marynarza, który pływał regularnie do Szczecina i bardzo miło wspomina Polskę. Idziemy na spacer po Playa Giron. Plaża w samej miejscowości nie zachwyca. Widok szpeci kilkumetrowy, betonowy mur pełniący funkcję falochronu.

Same miasteczko jest bardzo spokojne, ma w sobie coś co sprawia, że wszyscy czujemy się w nim zrelaksowani. Chętnie spędziłabym tu więcej czasu. Idziemy do knajpki na drinki z przekąskami. Na Kubę warto jechać dla samych drinków. Są bardzo mocne, rum leje się strumieniami. Oprócz tego są pięknie przystrojone, a w smaku pyszne. Wieczór upływa bardzo wesoło, ale niestety szybko. Czas spać, żeby mieć siły na kolejny dzień.

Rano jemy pyszne śniadanie z tortillą i owocami w naszej casie i ruszamy do muzeum upamiętniającego wydarzenia z inwazji w Zatoce Świń (wstęp 2 CUC, foto 1 CUC). Muzeum jest strasznie propagandowe. Pierwsza cześć poświęcona jest czasom sprzed rewolucji i samej rewolucji. Druga sala to wspomnienia z inwazji. Ciężko jednak poznać jakiekolwiek fakty, raczej są to wzniosłe hasła i kilka pamiątek – przeważają rzeczy osobiste ludzi biorących udział w walkach. Uwaga, wszystkie napisy są po hiszpańsku.

playa giron muzeum inwazja w zatoce świń
Przed wejściem do muzeum w Playa Giron.

Po zwiedzaniu idziemy kupować pamiątki. Jak się później okazało, stragan naprzeciwko muzeum był najtańszym miejscem na zakupy na całej Kubie.

Po zakupach czas na relaks. Wracamy na kąpiel i snorkeling do Cueva de los peces, którą mijaliśmy poprzedniego dnia:

Gdzie snorkeling na Kubie?

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *