Esfahan (Isfahan) – połowa świata

Z niezwykle gościnnego dla nas Kurdystanu jedziemy do Esfahan (Isfahan), które przez wielu uważane jest za najpiękniejsze miasto w Iranie. Nie jest to mój faworyt, ale na pewno warto zatrzymać się tu na dłużej. Nie bez powodu Esfahan zwane jest połową świata – znajdziemy w nim chyba najwięcej zabytków ze wszystkich miast irańskich.

Esfahan (Isfahan) – co warto zobaczyć?

Zwiedzanie zaczynamy od placu Imama (zwanego też Królewskim). Jest największy plac na świecie o długości ponad pół kilometra. Razem z budynkami wokół jest wpisany na listę UNESCO. Jest to nie tylko miejsce zabytkowe, ale również miejsce spotkań Irańczyków. Zwłaszcza wieczorami jest tu tłoczno i gwarno. Obejście placu dookoła zajmuje trochę czasu. Można przy okazji zrobić zakupy, gdyż wokół placu ciągną się sklepy z pamiątkami, jedzeniem i dywanami. I właśnie z dywanami zetknąłem się w Isfahan podczas pierwszego pobytu.

Czy warto kupić dywan w Isfahan?

Zaczepił nas po polsku jakiś Irańczyk. Okazało się, że studiował w Polsce i mówi trochę w naszym języku. Oferuje się pokazać nam parę rzeczy wokól placu. I faktycznie, pokazuje nam ciekawe rzeczy i pomieszczenia, do których sami byśmy nie trafili. Kiedy oprowadzanie się kończy, dowiadujemy się o motywach jego bezinteresownego przewodnictwa – kończymy u “profesora od dywanów”; czyli tłumacząc na polski – u handlarza.

Iran - Esfahan - u handlarza dywanów
Esfahan – u handlarza dywanów
Iran - Plac Imama w Esfahan
Iran – Plac Imama w Esfahan

Wtedy nie mamy w planach kupowania dywanu, potraktowaliśmy więc spotkanie edukacyjnie – zobaczyliśmy jak dokonuje się renowacji dywanów i przywraca dawny blask, po czym się pożegnaliśmy. Swoje dywany kupiliśmy parę lat później i uważam, że był to świetny zakup. Niestety nie wiemy czy, i ile przepłaciliśmy. W Isfahan mają bowiem trzy poziomy cen: dla turystów z zagranicy, dla turystów z Iranu i miejscowych. Nie muszę chyba tłumaczyć, którą grupą docelową byliśmy…

isfahan-esfahan-plac-imama
Plac Imama w Isfahan
esfahan-isfahan-co-warto-zobaczyc
Wokół placu Imama ciągną się sklepy z pamiątkami, a na trawie mieszkańcy urządzają pikniki.
isfahan-esfahan-plac-imama
Na placu nie mogło zabraknąć portretu Ajatollaha.

Będąc na placu Imama, nie sposób nie zauważyć górującej niebieskiej kopuły. Jest to Meczet Imama (meczet Królewski). Obowiązkowo trzeba zajrzeć do środka (wstęp płatny). Mozaiki i zdobienia robią wrażenie.

isfahan-esfahan-meczet-imama
Mozaiki robią wrażenie. Ciężko oderwać wzrok.

Po przeciwległej stronie, na północy placu Imama znajdziemy wejście na bazar. Po przejściu bazaru trafimy do Meczetu Piątkowego (Masdżed-e Dżame), jednego z głównych meczetów w mieście z bardzo dużym dziedzińcem.

isfahan-esfahan-meczet-piatkowy
Przypadkowo poznana rodzinka z miasta Mashad koniecznie chciała mieć z nami zdjęcie na tle Meczetu Piątkowego.

Po wschodniej stronie placu znajdziemy meczet Luft Allaha, już mniej okazały niż Meczet Imama. Naprzeciwko znajduje się pałac Ali Kapu wraz z ogrodami, całość udostępniona do zwiedzania. Miejsce warte odwiedzenia.

Za wstępy do każdego obiektu płacimy 10-15 zł, więc zwiedzanie Esfahan nie należy do najtańszych. Kiedyś bilety kosztowały grosze, ale odkąd wprowadzono dualny system cen (2013 r.), turyści zagraniczni płacą kilkanaście razy więcej niż Irańczycy, co może nieco nadszarpnąć budżet wyjazdu. Nawet jak miejscowi chcieli dla nas kupić bilety, kontroler biletów się orientował i musieliśmy płacić kilkanaście razy więcej.

Nieopodal Placu Imama znajduje się jeszcze pałac Chehel Sotun. To siedemnastowieczny kompleks, którego głównymi punktami są pałac oraz znajdująca się przed nim sadzawka.

Isfahan - pałac Chehel Sotun
Isfahan – pałac Chehel Sotun

Po zwiedzeniu placu Imama warto wybrać się na spacer nad rzekę, nad którą znajdziemy esfahańskie mosty. Najbardziej znany to Most Khajoo, który warto zobaczyć zarówno w ciągu dnia, jak i po zmroku. Warto dodać, że widok wody w rzece należy do rzadkości i tym razem nam się nie poszczęściło.

esfahan-isfahan-most
Jeden z esfahańskich mostów. Niestety rzeka całkowicie wyschła.
isfahan-esfahan-most-khajoo
Most Khajoo po zmroku.
Iran - most w Esfahan
Most w Esfahan

Dlaczego warto mieć Ormian wśród przyjaciół?

W Esfahan, oprócz Irańczyków, mieszkają też Ormianie. Warto wybrać się do zamieszkałej przez nich dzielnicy – Nowej Jolfy, gdzie możemy zwiedzić katedrę Zbawiciela. Trochę różni się od kościołów ormiańskich jakie widzieliśmy w Armenii, zwłaszcza z zewnątrz. Poza tym po całym dniu zwiedzania miasta miło jest dla odmiany odwiedzić świątynie, która nie jest meczetem.

isfahan-esfahan-katedra-zbawiciela-ormianie
Katedra Zbawiciela z zewnątrz.
isfahan-esfahan-katedra-ormianska
I katedra w środku.

Ciekawostką jest, że Ormianie w Iranie mogą legalnie(!) produkować wino na własne potrzeby. W kraju, gdzie w żadnym sklepie nie kupimy trunku z procentami, warto przyjaźnić się z Ormianami, żeby co jakiś czas skosztować wina domowej roboty.

 Esfahan (Isfahan) – Świątynia Ognia

Na obrzeżach miasta znajdziemy pozostałości po Świątyni Ognia Atashgah. Świątynia została zbudowana przez wyznawców zoroastrianizmu, dawnej religii Iranu, która obecnie ma niewielu wyznawców. Warto wspiąć się na wzgórze, gdzie oprócz świątyni możemy podziwiać rozległą panoramą na miasto. Po drodze do Atashgah można się jeszcze zatrzymać przy trzęsących się minaretach – Monar Jonban. To niewielki meczet słynny z tego, że wprowadzenie w drgania jednego z minaretów, spowoduje że poruszać zacznie się również ten drugi. Pokazy tego zjawiska odbywają się mniej więcej raz na pół godziny.

isfahan-esfahan-swiatynia-ognia-atashgah
Świątynia Ognia Atashgah.

 Esfahan (Isfahan) co warto zjeść?

W Esfahan polecam skosztować irańskich słodkości. Wokół placu Imama znajdziemy budki i sklepiki z jedzeniem, więc bez trudno znajdziemy coś dla siebie. Warto spróbować słodkości o nazwie Gaz. Jest to coś w rodzaju słodkiej pianki z pistacjami, sprzedawane w opakowaniach jak bombonierki. Oczywiście w składzie nie mogło zabraknąć popularnej w Iranie wody różanej. Polecam kupić Gaz z większą ilością pistacji. Są trochę droższe, ale nieporównywalnie lepsze od swoich tańszych zamienników.

Kolejny deser warty spróbowania to Faloodeh (Faludeh). Są to małe makaroniki z mąki kukurydzianej nasączone syropem na bazie cukru i …. wody różanej. Często podawane są z lodami o smaku- a jakże by inaczej! – wody różanej.

isfahan-faloodeh
Degustacja Faloodeh z lodami o smaku wody różanej.

Nocleg na couchsurfingu – pierwszy kontakt z tradycyjnym Iranem

Znowu udało nam się znaleźć gospodarzy w Esfahan dzięki portalowi Couchsurfing. Chyba nie będzie nam dane zobaczyć, jak wyglądają hotele w Iranie. Gości nas para wykładowców, śpimy u nich w mieszkaniu na kampusie uniwersyteckim. Już na wjeździe na teren uczelni, nasza gospodarz Elham poucza mnie, żebym lepiej zakryła włosy chustą, bo teraz trochę wystają. Tłumaczy, że na terenie uniwersytetu panują bardziej restrykcyjne zasady co do ubioru. Sama ma na sobie czarny czador. Po wejściu do domu Elham zostaje w chuście z uwagi na obecność obcego mężczyzny, czyli Maćka.

Nasi gospodarze nie mają czasu na wspólne zwiedzanie miasta, ale jemy razem lunch i rozmawiamy. Szybko okazuje się, że mamy do czynienia z parą o dosyć konserwatywnych poglądach. Dla nich nie do pomyślenia jest na przykład to, że można podróżować z osobą, która nie jest członkiem rodziny lub być w związku pozamałżeńskim. Mimo różnic, nasi gospodarze okazują się wyrozumiali dla naszej kultury i bardzo życzliwi. Bardzo nam pomagają z dotarciem na dworzec autobusowy. Gdyby nie Elham i jej mąż na pewno nie zdążylibyśmy na autobus do kolejnego celu naszej podróży, czyli do miasta Shiraz.

Więcej: Shiraz-miasto ogrodów i poetów

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *