Dolina Qadisha

Z rana zbieramy się by jechać w góry. Jedziemy do Ehden i tu szukamy zejścia w dolinę. Naszym celem jest Dolina Qadisha, ale póki co musimy zejść w jej boczną odnogę. Miejscowy nam to odradza. Mówi że ostatnio padało i jest śnieg, ciężko będzie zejść. Bierzemy jakieś Kije i schodzimy jednak w dolinę. Droga w przewodniku opisana jest lakonicznie i czasem mamy wątpliwości którędy iść. Sławek ma w GPS trasę, którą ktoś wcześniej szedł, trochę nam to pomaga. Schodzimy cały czas w dół, w boczną odnogę doliny Qadisha. Po drodze zachodzimy do klasztoru, przy okazji pytamy o drogę. Młoda dziewczyna mówi nam że będzie ciężko, ze droga w pewnym momencie może się skończyć. Ryzykujemy.

Pałac w Beiteddine

Ostatniego dnia naszego pobytu w Libanie jedziemy do Beiteddine. Znowu z dworca Kola, znowu na południe, ale tym razem tylko częściowo znaną nam drogą.

W Beiteddine znajduje się kompleks pałacowy z XIX wieku. Jest ładnie położony, a dodatkowo ładna pogoda sprawia że pobyt tam jest prawdziwą przyjemnością. Wnętrza są dobrze zachowane, no i jest to coś zupełnie odmiennego od tego co do tej pory widzieliśmy.

Sidon oraz Tyre

Z Baalbek jedziemy do Bejrutu, a potem do Sidon. Chcemy tu przenocować, ale dwa znajdujące się w mieście hotele mają zabójcze ceny. Pytamy się miejscowych o możliwość rozbicia gdzieś namiotu, ale miejsca które nam wskazują nie wydają się nam bezpieczne. Oglądamy zatem pobliski targ owocowo-warzywny, z monstrualnej wielkości rzodkiewkami i decydujemy się na powrót do Bejrutu. Wyliczyliśmy bowiem, że hotel w Bejrucie i dojazdy do Sidon i Tyre i tak kosztować będą mniej niż nocleg w samym Sidon.

Trypolis – nie tylko sunnicka twierdza

Z rana jedziemy na dworzec autobusowy w Bejrucie, by złapać busa do Trypolis. To ma być nasz przystanek w drodze w góry. Trypolis znane jest z tego, że co jakiś czas wybuchają tu zamieszki. W tej chwili jest tu jednak znacznie bezpieczniej niż w libijskim mieście o tej same nazwie. W Trypolis ok 80% ludności to sunnici. Ludzie są nieco bardziej konserwatywni, choć na ulicach raczej się tego nie odczuwa. Jest też trochę więcej wojska na ulicach. Znajdujemy hotel. Cena jest wysoka, udaje się ją na szczęście trochę ponegocjować. Idziemy zwiedzać miasto.

Bejrut – pierwsze spotkanie

Bejrut powitaliśmy w nocy. Do rana decydujemy się zaczekać na lotnisku. Znajdujemy w miarę spokojny, wyglądający nam się bezpieczny kąt i rozkładamy karimaty. Zanim zasnęliśmy, zwróciliśmy uwagę, że w biurze obok którego się rozlozyliśmy odbywa się swoisty handel ludźmi. Co chwilę zza drzwi wychodziło jakieś dziecko o ciemnej karnacji, po czym zjawiała się jakaś rodzina, która bez żadnych emocji to dziecko zabierała. W pierwszej chwili wydawało się nam to dziwne, potem domyśliliśmy się że to chyba swoista rekrutacja pomocy domowej z zagranicy.