Teheran

Teheran osiągamy z samego rana, nie wiedząc jeszcze czy będziemy mieli gdzie spać. Nasz host z Couchsurfingu zmienił plany i napisał że niestety nie może nas przyjąć, ale w Teheranie mieszka też jej brat, który z chęcią nas weźmie. Mieliśmy już podobną sytuację i okazało się, ze “zastępczy” host nie mógł nas przyjąć, ale tym razem nie zostaliśmy na lodzie. Mehdi odezwał się i zaprosił nas do siebie. Zaraz jak do niego doszliśmy, położyliśmy się by odespać słabo przespaną w autobusie noc. Nasz gospodarz musiał wyjść do pracy, zostawił nam klucze i powiedział co i jak. W Teheranie to co chcemy przede wszystkim zobaczyć to Pałac Golestan – dawna siedziba Szaha oraz – jeśli się uda – dawna ambasada USA w Iranie, znana nam choćby z filmu Argo, który parę miesięcy wcześniej zdobył Oskara. W pierwszej kolejności jedziemy jednak zobaczyć symbol Teheranu – wieżę Azadi.

Tabriz i okolice

Następnego dnia rano jedziemy do Tabriz. Musimy pożyczyć pieniądze od Hosseina, bo kwota którą wymieniliśmy na granicy okazała się zbyt mała.W Tabriz idziemy na bazar, gdzie w części jubilerskiej wymieniamy więcej pieniędzy, powinno nam na jakiś czas wystarczyć. Potem decydujemy się pojechać autobusem do Kandovan, O Kandovan – irańskiej Kapadocji – już pisałem opisując wyjazd z 2010 roku, więc tutaj specjalnie rozpisywać się nie będę. Spędziliśmy tam nieco ponad dwie godziny, a w drodze powrotnej w Osku udaje się nam kupić kartę SIM do telefonu. Było to dość czasochłonne oraz pełne formalności, włącznie z przekazaniem sprzedawcy odcisku mojego palca. Wracamy do Tabriz.

Ponownie w Iranie

Lecimy przez całą Turcję ok godziny, a mimo to dostajemy poranny posiłek.To miła odmiana po skorzystaniu z usług naszego rodzimego przewoźnika. Lądujemy na najmniejszym lotnisku jakie do tej pory widziałem. Po wylądowaniu jest w zasadzie tylko mała toaleta. Na szczęście Pegasus pomyślał o transporcie do miasta i podstawił bezpłatnego busa. Jesteśmy już prawie w Iranie.

Drugi wyjazd do Iranu

Wyjazd w 2010 roku do Iranu, w wejściem na Damavand pozostawił u mnie lekki niedosyt. Co prawda zobaczyliśmy parę miejsc na północy Iranu, ale wystarczy spojrzeć na mapę, by przekonać się, że to zaledwie skrawek tego ogromnego kraju. Dość szybko stwierdziłem, że warto tam jeszcze wrócić. Namówiłem Agę, i tak oto w połowie 2013 roku zaczęliśmy wypełniać wnioski o numer referencyjny potrzebny do uzyskania wizy do Iranu. Kiedy Aga podała mi dane swojego paszportu, okazało się, że zaraz kończy się jego ważność i z takim paszportem o wjeździe do Iranu nie ma mowy. Szybko składa wniosek o paszport, po czym ponownie siadamy do wypełniania wniosków. Czasu jest jednak mało, nie starczy go na uzyskanie wizy w Warszawie, decydujemy, że jej numer referencyjny będzie wysłany do Stambułu i tam będzie starać się o wizę. Ja swoją zdążyłem odebrać jeszcze w Warszawie. Kupujemy na razie bilety do Stambułu i na powrót z Teheranu również do Stambułu.